Dlaczego niektórzy ludzie wchodzą na matę regularnie, podczas gdy inni rezygnują? Neurobiologia w akcji.

  Jestem maniakiem w zdobywaniu wiedzy na temat własciwości naszego ciała i lubię poznawać mechanizmy jego działania. Niektóre nowe badania naukowe w dziedzinie neurobiologii i fizyki kwantowej wyjaśniają wpływ jaki mają na nas pradawne praktyki z różnych kultur. Dziwne rzeczy dzieją się w naszych wewnętrznych światach, czy to na poziomie molekularnym, kwantowym czy nawet energetycznym. Ale im więcej dowiadujemy się o tych procesach i ich działaniu, tym łatwiej będzie nam odrzucić mentalność ofiary oraz rozpocząć szczęśliwe i zdrowsze życie. Słuchałam niedawno interesującego podcastu, w którym dr. Andrew Huberman ( Profesor Neurobiolog z Uniwersetytu Stanford, Instagram Hubermanlabs https://www.instagram.com/hubermanlab/?hl=en ) wyjaśnia, z punktu widzenia neurobiologa, dlaczego niektórzy ludzie osiągają swoje cele podczas gdy inni z nich rezygnuje. Okazuje się, że kluczem do sukcesu może być dopamina, nazywana też często “hormonem dobrego samopoczucia”. Dopamina uwalniana jest w naszym organizmie wtedy gdy dostajemy to czego pragniemy (np. pierwszy posiłek dnia, lub te nowe leginsy o których marzyliśmy) i daje  nam poczucie satysfakcji, a czasem nawet euforii. Dopamina jest neuroprzekaźnikiem oraz ważną częścią „układu nagrody” mózgu. Jeśli nauczymy się jak używać tego systemu w sposób konstruktywny, to pomoże nam on w mobilizacji do działania.  Stosowanie mechanizmu wewnętrznego nagradzania jest ważnym elementem w osiąganiu celów ponieważ jest motorem i motywacją do dalszych działań. Niezależnie od tego czy naszym celem jest nauka stania na rękach czy też udział w wyścigu arktycznym nawet myśl o tym przedsięwzięciu może powodować uczucie lęku i frustracji.Taka sytuacja wywołuje stan stresu lub silnego pobudzenia nerwowego na który nasz organizm reaguje produkcja epinefryny (zwanej także adrenalina), a to z kolei może skutkować szeregiem objawów takich jak powiększenie źrenic, przyspieszony puls, nadmierne pocenie się, czy tez płytki oddech prowadzący czasem do hiperwentylacji. Podwyższony poziom adrenaliny, zwanej także hormonem strachu, reakcja walki i ucieczki może powodować także trudności w koncentracji uwagi, przypadkowe, niespójne myśli lub ogólne osłabienie organizmu. Wystąpienie tzw. czynnika strachu jest charakterystyczne na początkowym etapie nauki nowej czynności i powoduje, że wiele osób poddaje się już przy pierwszych trudnościach lub przy braku natychmiastowych postępów. Jeśli nie nauczymy się panować nad uczuciami lęku i niepokoju, to podniesiony poziom adrenaliny będzie raczej czynnikiem paraliżującym niż motywującym. Przezwyciężenie tych uczyć nie wydarzy się z dnia na dzień, ale jest procesem, który wymaga czasu i wysiłku. Każdy zawodowy sportowiec lub wykonawca potwierdzi, ze aby zmniejszyć ten strach musisz „złapać byka za rogi”.  To samo się dzieje gdy pojawiamy się na naszej macie dzień w dzień i zmierzamy się z trudnymi dla nas asanami, uczymy nasz organizm aby nie reagował tak gwałtownie na stresujące wydarzenia (odzwierciedla sie to też poza mata). Gdy jesteśmy wstanie oddychać spokojnie to nasze ciało się relaksuje, a gdy ciało się zrelaksuje to nasz umysł jest spokojny.  Ważne jest to, aby polubić proces uczenia się wraz z jego wzlotami i upadkami, i właśnie to jest dla mnie motorem do dalszych starań i wysiłku. Za każdym razem, gdy wykonam w większą łatwością asane lub utrzymam się w staniu na rękach troche dłużej to jest to moje małe wewnętrzne zwycięstwo. I to właśnie pokazuje w pełni efekt dopaminy, która poprzez stłumienie podniecenia i niepokoju pomaga nam CIESZYĆ SIĘ procesem pokonywania trudności. Warto pamiętać że ten proces – czas trwania- ścieżka – rezultat (duration, path, outcome – akronim Dr.Huberman) prowadzi do neuroplastyczności. Nasz mózg dąży do tego by z czasem czynności stawały się refleksywne, dzieje się to gdy nauczymy się czegoś “na pamięć” , nieważne czy to nauka chodzenia, prowadzenia samochodu czy robienia jakieś asany. W moim doświadczeniu te wszystkie “ciężkie”  pozycje i praktykti  (i możecie mi wierzyć, że miałam ich WIELE) nauczyly mnie, i dalej uczą, jak sie nie poddawać, jak nie dowalać sobie i jak odrzucać tą bezustanną samokrytykę. Myśli nie możemy powstrzymać ale możemy przedstawiać nowe pozytywne np. Ok,  może nie osiągnęłam jeszcze “ideału” (i pewnie nigdy nie dojdę), ale zrobiłam dziś praktykę, dałam z siebie tyle ile mogłam, stałam się silniejsza. Nie zrezygnowałam, żeby w zamian zjeść kilogram lodów.  Nauczyłam się, że mogę czuć się dobrze nawet jeśli nie za każdym razem odnoszę „zwycięstwo”. Nie jest to łatwy proces biorąc pod uwagę moja historie: trauma w dzieciństwie, depresja, niska samoocena i uzależnienie. Na szczęście, nasz mózg nie dyskryminuję. Tworzy hormony automatycznie, wiec jeśli nauczysz się jak uwalniać dopamine w swoim organizmie podczas jednej czynności (na przykład podczas stania na rekach), to będziesz mógł/mogła to później  przełożyć na wszystkie inne sfery swojego życia. Zatem, prawda jest, że to co nas nie zabije, to nas wzmocni i z tym świadomym podejściem do życia możemy wszystkie nasze “porażki” traktować jako wygrane, które popychają nas do przodu i sprawiają, że nasze życie jest szęsliwsze i bardziej spełnione.  

The neuroscience behind why some people get on their mats daily, while others quit.

I don’t know if you know but I’m a real geek when it comes to the nature of how our bodies work and why. Some of the new research in fields like neuroscience and quantum physics are just now starting to explain how some of the ancient practices from different cultures have an effect on us. Wether it’s on a molecular level or quantum level some weird things are constantly happening in our inner worlds. The more we learn about these processes the easier it can become to live a happier and healthier life, instead of having a “oh woe is me” victim mentality. I just listened to this podcast with Dr. Andrew Huberman ( Neuroscientist & Professor at Stanford University, Instagram Hubermanlabs https://www.instagram.com/hubermanlab/?hl=en )where he was explaining the neuroscience behind why some people achieve their goals and others end up quitting. Dopamine (often called “the feel good hormone”) is released when we finally get that something we were craving/wanting ( like that first meal of the dat or that new pair of leggings we’ve been wanting )making us feel good or even euphoria at times. This then helps to mobilize us for action, if we can just learn to use this reward system in a constructive way, rewarding ourselves internally when reaching little milestones it’ll give us more drive and motivation to keep going forward. So having a goal like learning how to handstand or competing in the Arctic Ultra race is great and all but can also be quite scary, overwhelming and frustrating to even start thinking about. In these stressful situations our bodies release epinephrin (adrenaline) which dilates our pupils turning our vision into something like“portrait mode”,racing pulse, sweaty palms, shallow breathing toward hyperventilation, sweaty underarms, weak in the knees, random thoughts, and inability to concentrate, as well as all the other “fun” involuntary effects of the “flight, fight or freeze” response.  This fear factor at the beginning of new skills/situations is where many people decide to quit, at the first sign of difficulty or if they don’t start seeing immediate progress. The way the adrenaline makes them feel internally doesn’t help to motivate us in this process UNLESS we learn to overcome the fear and anxiety. This however is not something that can be learned overnight but ask any professional athlete or performer and they will tell you, that  the more we put ourselves out there and grab that fear by it’s horns, the less scary it becomes. The same thing happens when we get on our mats each day and face those hard poses we’d rather skip, we teach our bodies not to react to stressful situations(on and off the mat). When our breath is calm we quiet the body and when the body is quiet our minds are calm. For me learning how to enjoy the whole the process, filled with all the ups and downs keeps me going daily. Each time I learn how to be in a yoga pose more comfortably or hod that handstand a second longer, each new shape or press I learn is a small victory in and of itself. This is dopamine in full effect, when released it helps to suppress the feeling of agitation and anxiety letting us actually ENJOY the effort process. Not to mention this process of duration, path and outcome eventually leads to neural plasticity. Meaning that with time things become reflexive and our brain learns these movements/thought patterns or whatever “by heart” . Then we no longer need to think while doing them(like driving a car or walking).!! WIth time, during all those crappy(trust me there were and are still MANY) practices and training sessions I started to learn how to NOT be down on myself, unlike before constantly criticising. We can stop the negative thoughts fro coming in, but what we CAN DO is introduce new positive ones. Ok, so maybe I didn’t reach my “goal” but hey I showed up. I gave it my all. I got stronger in the process. I didn’t quit. I’m on the right path. I didn’t decide to eat a pint of ice cream instead. Each time new neural pathways were formed and I taught myself that I CAN still feel good about myself even if I don’t “WIN” every time . Which wasn’t an easy process with my history of of childhood trauma, depression, low self esteem and  addiction. Luckily the chemicals in our body don’t discriminate. These systems are generic and once you learn how to release dopamine into your system, during lets say yoga or handstands, this important skill can also be transferred into all other areas of our lives. So I guess it really is true what they say, what doesn’t kill us literally makes us stronger and with this mindful approach to life we can make all those fails count as wins propelling ourselves forward, living a happier more fulfilled life.

Be your own light

They say when the student is ready the master will come but what are we to do when that master turns out to be just a mere mortal like the rest of us? What happens when we find out that he/she is only an imperfect  “human” and not an omniscient and omnipresent being? Guru under a blanket In his book “A MIracle of Love” Ram Dass, the late former Harvard proffessor, yogi and spiritual teacher, wrote about life with his Guru Neem Karoli Baba, his students called him Majarajii. Meeting him in 1967 changed his whole life, said Ram DAss. It was only their first time meeting and it was as if he had read his mind when he asked him if he had been thinking of his mother the night prior. Ram Dass answered that he has been, Maharajii just nodded his head saying that he knew this and that his mother had died 6 months ago because of “Spleen”. Thats when something burst inside of him and his heart started to open like a flower. He cried for two days nonstop, asking himself how on Earth could this man have known this? Besides reading minds Majarajii was said to have many other “siddis”, or supernatural powers, but at the same time he claimed to be NOBODY. He was a small toothless man, who could often be found sitting under his favourite blanket, not really your visually picture perfect Guru. Nether the less everything he did and siad acted as a reflection, which showed Ram Dass how much more work he had to do on himself on his spiritual journey. This is the role of the guru, to be the mirror reflection  which helps us to realise the answers are already inside us, that the real guru is us and we are looking at ourselves in the mirror.  Meditation Master accused of sexual abuse After returning from India he started travelling across the U.S.A giving lectures about his experiences and learned teachings from the East, and in 1974 he joined a team of professors at the newly founded Naropa Institute(the first Buddhist-Inspired university) ran by Chogyam Trungpa Rinpoche. Who would think that a couple years after his death, his son Sakyong Mipham Rinpoche would be asked to step down from his ruling position in Shambhala International, the worlds largest Buddhist network of meditation centers, retreats, universeties and monesteries,because of sexual misconduct allegations dating back to the 90s. The law firm handling the investigation has also received numerous reports of sexual misconduct( including underage children) by other leaders and new victims continue to make themselves heard and police are investigating. All of this has left the people in the community feeling confused, hurt, sad and angry. Afterall, do the teachings that Sakyong was teaching and all that he represented still have any validity after all this has come to the surface? This is a question the Shambhala community is faced with today. Hot Yoga heats up In the 70s Bikram Choudhury and his 26 hot yoga poses swept  the nation and at one point there were over 650 studios in the US with teachers repeating his words, in what is called “The Dialogue”. In 2017 the court awarded his former lawyer Minakshi Jafa-Bodden 7 million dollars and she later took control of his business after he had fled the country facing several accounts of alleged sexual assault and discrimination against racial and sexual minorities. Today you can find him in Acapulco in his speedos and gold Rolex, still teaching and training teachers for up to 17,000 dollars each who don’t seem to mind all of the allegations being made against their guru, but then again should they stop doing a practice they have grown to love because of one mans mistakes? Abuse can wear many masks  Is It possible to be so blinded by faith or love to not see what is right in front of your eyes? I speak from experience when I say yes. I was in an abusive relationship for 3 years back when I was a teenager. It started out as a big  love like in  a Hollywood movie, but gradually it all changed. He started becoming more controlling, he turned me against all my friends and before I knew it I was alone and couldn’t even leave the house without his permission.  The mental and physical abuse got stronger until finally he punched me in the face breaking my nose. I was so “in love” with him I would have taken him back if he hadn’t have gone to prison, for gun posession. Abusers are master manipulators and have the power to convince you that you are wrong, crazy and that you simply deserve all the abuse. Uneven power dynamics In a healthy relationship the “power dyanmics” should be somewhat evenly balanced and in a perfect world the people with more power (including the authority figures, politicians, armies, police as well as all the teachers and Gurus) should be responsible to SERVE the rest. Unfortunatly not everyone can resist the temptation of over using their power and keep their ethics and morality in tact. Especially if they have undiagnosed and untreated trauma. Respecting authority is something we are taught early on in life and all is fine and well until it turns out they were flawed or mentally ill, that’s when the abuse begins. Should you forgive sexual abuse? Anneke Lukas was sold as a child sex slave to a pedophile network at the age of 6 by her mother.The network was ran by high ranking political aristocrats. After 5 years of regular rape, she was rescued by someone on the inside. Her long healing journey has lasted over 30 years and consisted of writing, physco-therapy, yoga, meditation and service to other sex trafficking and satanic ritual victims inside and outside of prisons through her non-profit organisation Liberation Prison Yoga.  She first met K. Pattabhi Jois, the father of Ashtanga Yoga, in 2001 during…
Dowiedz się więcej

Odkryj w Sobie swiatło – nadużywanie władzy i przemoc seksualna w jodze i duchowych kręgach

Mówi się, że kiedy uczeń jest gotowy, to pojawia się mistrz. Ale co mamy zrobić, jeśli ten mistrz okaże się zwykłym śmiertelnikiem, który jest tak samo omylny jak my wszyscy? I nie jest wszechmogący i wszechobecny? Guru pod kocykiem Niedawno zmarły Ram Dass, były profesor Harvardu, jogin oraz nauczyciel duchowy, w książce A Miracle of Love, opowiedział o swoich doświadczeniach z guru Neem Karoli Baba, zwanym przez swoich uczniów Majarajii. Jak powiedział Ram Dass, już pierwsze spotkanie z nim w 1967 roku odmieniło zupełnie cale jego życie. Podczas tego spotkania, gdy Majarami zapytał czy myślał o swojej matce ostatniej nocy, Ram Dass poczuł się jakby czytał w jego myślach. Kiedy Ram Dass potwierdził, nauczyciel pokiwał tylko głową i powiedział, że wie o śmierci jego matki z powodu chorej śledziony, która nastąpiła sześć miesięcy temu. I właśnie wtedy coś w nim pękło, jego serce otworzyło się i rozkwitło. Ram Das płakał bez przerwy przez dwa dni zadając sobie pytanie: Jak to możliwe, że ten człowiek to wiedział? Poza czytaniem w myślach Majarajii rzekomo miał wiele innych „Siddis” (zdolności nadprzyrodzonych), ale sam uważał się za NIKOGO.  Był niskim, bezzębnym człowiekiem, którego można było często znaleźć siedzącego pod swoim ulubionym kocykiem – obrazek niezbyt pasujący do naszego wyobrażenia o prawdziwym guru. Jednakże, wszystko to co robił i mówił miało sens i pokazało Ram Dassowi, ile pracy miał do wykonania nad sobą i swoim życiem duchowym. I to właśnie jest zadaniem guru, być naszym lustrzanym odbiciem. Jeśli chcemy, pomaga nam ono zrozumieć, że odpowiedzi są w nas samych. Mistrz oskarżony o przestępstwa seksualne Po powrocie z Indii Ram Dass rozpoczął podróż po Stanach Zjednoczonych, dając wykłady na temat swoich doświadczeń i nauk zdobytych na Wschodzie. W 1974 dołączył do grona profesorów w nowo otwartym Instytucie Naropa, pierwszym uniwersytecie inspirowanym przez buddystę a kierowanym przez Chgyam Trungpa Rinpoche. Kto by pomyślał, że kilka lat po śmierci tego sławnego jogina jego syn, Sakyong Mipham Rinpoche, zostanie oskarżony o przestępstwa na tle seksualnym? Był zmuszony do rezygnacji z kierowniczego stanowiska w Shambhala International, jednej z największych sieci ośrodków medytacji i azylu, a także uniwersytetów i klasztorów. Zarzuty postawione przez prawników, oparte o liczne doniesienia innych duchowych przywódców oraz ofiary dotyczą także nieletnich. Sięgają lat 90-tych, a nowe wciąż napływają i są badane przez policję i prokuraturę. Wszyscy członkowie tej społeczności wyrażają mieszane uczucia, są zranieni, smutni i pełni złości. Czy w tej sytuacji, po tym co wyszło na jaw, wszystkie nauki przekazywane przez Sakyonga i wszystkie wartości, które reprezentował mają wciąż swoja zasadność? Oto pytanie, które stawia sobie dzisiaj społeczność Shambhala. Gorąca joga rozgrzewa zmysły W latach 70. Bikram Choudhury i jego 26 póz hot jogi stały się bardzo popularne w całych Stanach Zjednoczonych. W tym czasie powstało tam ponad 650 studiów, w których nauczyciele powtarzali jego słowa zawarte w tzw. „Dialogu”. W 2017 sąd przekazał byłej prawniczce Bikrama, Minakshi Jafa-Bodden, 7 milionów dolarów jako zadośćuczynienie po przegranym przez niego procesie, w którym był obciążony szeregiem zarzutów o dyskryminację na tle rasowym i seksualnym oraz molestowanie seksualne. Później, po ucieczce Bikrama z kraju, to ona przejęła kontrolę nad jego interesami. Mistrza można dzisiaj znaleźć w Acapulco w kąpielówkach Speedo i złotym Rolexem na ręku, gdzie nadal uczy i trenuje nauczycieli pobierając do 17 tysięcy dolarów od każdego, kto zdaje się nie mieć nic przeciwko zarzutom jakie postawiono guru. Ale można znowu zapytać, czy z powodu błędów jednego człowieka powinni przerwać swoją praktykę, którą tak pokochali? Przemoc potrafi się zamaskować Czy to możliwe,  żeby wiara lub miłość mogły zaślepić do tego stopnia, by nie widzieć tego, co się dzieje na naszych oczach? Wiem z własnego doświadczenia, że to się zdarza. Jako nastolatka spędziłam 3 lata w związku mocno przemocowym. Zaczęło się od wielkiej miłości w stylu hollywoodzkim, aby stopniowo zmienić się w koszmar. On z dnia na dzień coraz bardziej mnie kontrolował, zrażał mnie do wszystkich przyjaciół i zanim się zorientowałam byłam sama nie mogąc nawet wyjść z domu bez jego pozwolenia. Psychiczna i fizyczna przemoc ciągle się wzmagały, aż doszło do ciosu w twarz, który złamał mi nos. Byłam tak zakochana, że i to pewnie bym mu wybaczyła i przyjęła z powrotem, gdyby nie fakt, że trafił do więzienia z innych przyczyn. Osoby używające przemocy są mistrzami manipulacji i posiadają umiejętność przekonania ofiary, że to ona nie ma racji, jest szalona i tak naprawdę zasługuje na złe traktowanie. Ja tak wtedy myślałam. Nierówny rozkład sił W zdrowej relacji dynamika sił powinna rozkładać się równomiernie, a w idealnej sytuacji osoby silniejsze (włączając w to uznane autorytety, polityków, wojskowych, policjantów a także wszystkich nauczycieli i guru) powinny używać swojej siły, aby służyć innym. Niestety, nie każdy potrafi pokonać pokusę nadużywania władzy tak, aby zachować moralność i etykę w swoim postępowaniu. Nie zawsze też ktoś, kto jest bardzo rozwinięty w sferze duchowej, jest tak samo rozwinięty w sferze emocjonalnej. Szczególnie jeśli osoba ta ma nie zdiagnozowane i nieuleczone traumy.  Od najmłodszych lat jesteśmy uczeni, aby szanować autorytety i wszystko jest w porządku, aż do momentu, gdy zdamy sobie sprawę, że te autorytety są ułomne lub chore psychicznie i nas wykorzystują. Czy wybaczyć molestowanie? Już jako 6-letnie dziecko Anneke Lukas została sprzedana przez własna matkę grupie pedofili do niewolnictwa seksualnego. Organizacja ta była kierowana przez wysoko postawionych politycznych arystokratów. Po 5 latach regularnych gwałtów Anneke została ocalona przez kogoś z wewnątrz siatki. Podczas długiej ponad 30-letniej drogi do uzdrowienia Anneke korzystała z psychoterapii, dużo pisała, praktykowała jogę i medytację oraz prowadziła organizację non-profit, Liberation Prison Yoga, wspomagającą ofiary wykorzystywane do rytuałów satanistycznych lub handlu seksualnego. W 2001 roku Anneke Lucas po raz pierwszy spotkała K. Pattabhi Joisa, ojca jogi Ashtanga, gdzie podczas warsztatów na Manhattanie zaczął dotykać jej intymnych części ciała. I chociaż natychmiast na to zareagowała i kazała mu przestać, to poczucie, że jej prywatność została naruszona z nią pozostało. Kiedy spotkała go ponownie po kilku latach, widząc w jego oczach małego zranionego chłopca, była mu w stanie wybaczyć. Ten akt przebaczenia był dla niej kamieniem milowym w procesie zdrowienia i rozwoju duchowym, a pozbycie się ciężaru, który przysparzał jej bólu noszonego przez…
Dowiedz się więcej

Naucz się Puppy Press Handstand

Chciałbyś nauczyć się PUPPY PRESS HANDSTAND (siłowe wejsście do stania na rękach)? Oto lista kroków która może pomóc ci osiągnąć ten cel: 1.       Powinieneś być w stanie wytrzymać co najmniej kilka sekundstabilnego stania na rękach zanim zaczniesz próbować PRESS 2.       Pracuj nad swoimi skłonami do przodu oraz wydłużaniukręgosłupa i tylnej taśmy nóg 3.       Buduj swoja sile KOMPRESJI– połączona aktywizacjagłębokiego mięśnia brzucha i zginacza stawu biodrowego 4.       Wzmacniaj CORE – głębokie mięsnie brzucha 5.       Buduj siłe swoich ramion 6.       Pracuj nad swoimi mięśniami czworogłowymi 7.       ĆWICZ, ĆWICZ, ĆWICZ! Kiedy poczujesz się gotowy aby odhaczyć wszystkie wymienione na liściepunkty, to możesz zacząć swója podróź do PRESS-a! Istnieje wiele sposobów, któremożna wykorzystać aby zrobić postępy w PRESS HANDSTAND (w tym tu będzie mowa a puppy press).Sprawdź, które obszary twojego ciała są problematyczne i skoncentrujsię na ich wzmacnianiu. W zależności od typu twojego ciała iproblemach, które zidentyfikujesz będziesz musiał wybrać innećwiczenia. Na przykład, jeśli masz napieta tylna taśmę nóg możeszspróbować stawanie wyprostowana noga na kilku kostkach do jogi, nastołku, sofie itp.,  pomoże ci to unieść biodra wyżej bez prostowania do końca kolan, a press stanie się bardziej osiągalny. Jeślitwój problem jest związany z brakiem siły kompresji podczas press-a, tomożesz umieścić kostkę do jogi (lub jakiś inny przedmiot) pomiędzyudami i brzuchem, co będzie przypominać ci aby aktywizować głębokie mięsnie brzucha i zginacze biodra. Zazwyczaj dwa największe problemy, które utrudniają ćwiczenia w staniuna rękach i które obserwuje w nauczaniu ( także którym sama tez musiałamstawić czoło) to lęk przed upadkiem i brak ogólnej siły. Dlatego tezradziłabym “zaprzyjaźnić się” ze ściana lub kanapa.  Takiezabezpieczenie pomoże ci wyeliminować czynnik lęku przed upadkiem iułatwi koncentracje na budowaniu siły i MUCLE MEMORY (pamięci mięśni) .Im czesciej powtórzysz pewne ruchy,tym lepiej twoje cialo je zapamieta i bedziesz mógł nie myslac o nichwykonywać je automatycznie. Taka automatyzacja dotyczy wszystkichregularnie wykonywanych przez nas czynności, takich jak chodzenie,bieganie, jedzenie czy prowadzenie samochodu włączając w to równieżPRESS HANDSTAND. Sugeruje również, żeby skupić się na wychodzeniuz HANDSTAND-u z kontrola i tak wolno na ile to jest tylko możliwe. W takisposób nie tylko będziesz się wzmacniać ale i nauczysz swoje ciało co musi robić przy podnoszeniu się do góry w PRESS-ie! Tak jak w przypadku nauki jakiejkolwiek umiejętności, to może cięzaskoczyć, ze nie opanujesz stania na rękach natychmiast! Jednakże, zwłasnego doświadczenia wiem, że można to osiągnąć poprzez systematycznećwiczenia. Nauczyłam się stania na rękach w wieku 35 lat bez żadnegodoświadczenia w gimnastyce, tańcu czy sztuce cyrkowej, ale wystarczyłami moja determinacja! Po roku byłam w stanie balansować przez parę sekund ajuż w następnym roku uczyłam się wszystkich….PRESS-ów. I tak jakwspomniałam, każdy z nas jest inny, mamy różne doświadczenia, różnetypy ciała, różne atuty, różne słabości czy predyspozycje. Bądź dlasiebie życzliwy i nie porównuj się do innych. Po prostu, stan na maciei zacznij ćwiczyć! Jeśli włożysz w to serce i wysiłek to osiągnieszswój cel!

Learning to puppy press

Here’s a list of what you will need to be able to and or learn to achieve your goal: You should be able to hold a solid handstand fo at least a couple of seconds first before trying to learn to press Work on your forward folds and  lengthening your spine & hamstrings Work on your compression strength – TVA muscle activation accompanied with hip flexor activation Work on core strength Work on shoulder strength Work on quad strength PRACTICE PRACTICE PRACTICE! If you feel you’ve checked all the above boxes, you can start working on your drills. There are a number of ways you can work your progressions into puppy press. Examine what are your problem areas and focus on helping them. Depending on your body type and body issues you will need to work different drills. For example if you have tight hamstrings you can try stepping with that straight leg on top of some yoga blocks, a stool a couch whatever, this way you can see your knee bent and at the same time elevate your hips so you can press. If your problem area is not engaging the core while trying to press, you can place a block or something between your thigh and belly to remind you to turn on that compression strength!  Usually the two biggest issues I’ve come across people having is the fear of falling over or lack of general strength which was holding them back( in my case also). For this I would suggest making friends with Paul the Wall, or a bed/couch. It will eliminate the fear factor right of the bat and you can focus on building strength and muscle memory. The more you repeat certain movements your body memories them, so you don’t have to think about it because it just happens automatically. All types of movements Ike walking, running, eating, driving a car, same goes for handstands and presses. Also I suggest to really focus on making your exit and lower as slow as possible. This will teach your body exactly what it has to do on the way up! As with learning any skill, this may come as a shock to you I know, it doesn’t happen over night! But I speak from experience when I say that with systematic practice it is something attainable! I learned to handstand at the age of 35 with no prior gymnastic/dance/circus experience. All I had was a will to do it! A year later I was getting a couple of seconds of hang time and the following year I was learning all the presses. BUt like I said everyone is different, with different levels of experience, body types, strengths, weaknesses and predispositions. Be kind to yourself, don’t compare yourself to others, just get on your mat and practice! If you put that work in, it’ll happen!

Uncertain Times

In these uncertain times one thing is certain, that nothing is permanent. This pandemic swept across our planet like a tsunami. At times I really felt like I was living in some sort of Hollywood blockbuster movies, totally surreal.  At first I thought it was all some sort of elaborate hoax, propagated by the media and governments. I laughed at all the people panicking. I had stopped watching TV a couple of years back so there was no way I was about to turn on the news, but then one day the severity of the situation just hit me like a running train. I couldn’t live in denial anymore, social media were filled with news of all the people dying in China and now Italy. The fear and panic of others started to attach itself to me the more I read about it. I had only healed from cancer 2 years ago, am I in the high risk group? Am I going to die? Are my friends and loved ones going to die? Yes, eventually everyone will die, even me, but that wasn’t the point. The fear kept getting bigger and my anxiety worse.  Still, each morning I got on my mat. Inhale. Exhale. I don’t practice yoga to master the poses, although progress in them is nice I won’t deny that, I practice because it teaches me to live in the present moment. It teaches me to respond rather than react. It teaches me to connect to my body and it shows me that I’m so much more than that. The slow deep steady breath sends a message to the parasympathetic nervous system that it’s ok, you can relax It’s especially important in difficult poses(like Kapotasana for example =P) my body learns it can overcome difficult situations and that all is well, this later reflects in my daily life. When yoga is practiced this way it becomes a moving meditation, this is why I love Ashtanga Yoga because it later reflects in my daily life. A moving meditation is great but sometimes we need to just sit still and feel grounded. Noting has helped me more in these chaotic times of the pandemic than my meditation practice. It’s not aways pleasant, the body hurts, the mind wanders.. but with each itch you don’t scratch, you get stronger.  You slowly start to realise that you’re not this body afterall, or the heart and its emotions or the mind with it’s endless thoughts, plans and doomsday premonitions. You start to awaken to the fact that you are the observer behind it all, the loving awareness, the one who knows. On some days during this #lockdown2020 I woke up feeling hopeful, high on energy and the creative juices flowed like a waterfall. I finally finished my website, started a YouTube channel, created lots of content and so on. I actually feel great! Happy I don’t have to go anywhere and that I could just concentrate on creating and growing. On other days I would wake up with a black cloud over my head. Feeling heavy, sad, paranoid and like someone sucked all the life out of me. My mind took me on  wild fearful rides like magic mountain in Disney World. I started thinking of the worst possible scenarios, believing they would all come true. I didn’t see any silver linings or happy endings, on those days my spiritual practice was especially important. You see it’s easy to practice when all is well, but the real work and growth starts to happen when times get tough. Sitting in meditation has showed me how wild my mind actually is(it’s not just mine, it’s yours too buddy!). Our mind secretes thoughts like the tongue secretes saliva. The thoughts come and go, and none of them are necessarily a reflection of reality. Learning to notice them, accept & honor them and not react to them is a life long process, but one worth embarking upon. Through the daily practice of living mindfully and non- attachment we will gradually suffer less. Instead of constant desire, wanting and grasping or constant aversion and pushing away of life.. we will accept life more gracefully following the path of the middle way, with our hearts wide open.

Niepewne Czasy

W tych niepewnych czasach jedna rzecz jest oczywista, nic nie jeststałe i dane nam na zawsze.  Pandemia omiotła cały świat jak tsunami.Czasami czułam sie jakby moje życie przeniosło się na planholliwoodzkiego filmu i stało się zupełnie surrealistyczne. Najpierw myślałam, ze to jakiś głupi kawal propagowany przez mediarząd i śmiałam się z tych, którzy zaczęli panikować. Ponieważprzestałam oglądać TV już parę lat temu nie było mowy żebym terazwłączyła wiadomości, ale w pewnym momencie powaga sytuacji uderzyłamnie jak rozpędzony pociąg. Nie mogłam już dłużej zaprzeczać realnemu zagrożeniu, gdy mediaspołecznościowe wypełniły się doniesieniami o przerażającej liczbieśmiertelnych przypadkach COVID-19 najpierw w Chinach a później weWłoszech.  Im więcej wiadomości czytałam, tym bardziej zaczęłyudzielać mi się uczucia leku i paniki. Tylko dwa lata temu pokonałamwalkę z nowotworem i od razu nasunęło się pytanie: czy jestem w grupiewiększego ryzyka? Czy umrę? Czy moi bliscy i przyjaciele umrą?Oczywiście, prędzej czy później czeka to każdego z nas, ale przecieżnie o to tu chodziło. Mój lęk wciąż się powiększał a niepokój mnie nieopuszczał. Mimo wszystko, codziennie rano stawałam na macie. Wdech, wydech. Niepraktykuje jogi, zęby po mistrzowsku opanować pozy, chociaż nie mogęzaprzeczyć, że moje postępy sprawiają mi przyjemność. Praktykuje jogę,bo uczy mnie zżyć tu i teraz, uczy mnie jak odpowiadać na sytuacjezamiast reagować. Joga uczy mnie jak połączyć się z moim ciałem ipokazuje mi jednocześnie, że jestem czymś znacznie więcej niż mojeciało. Powolny głęboki i spokojny oddech wysyła sygnał do układuprzywspółczulnego, że wszystko jest w porządku i że mogę sięzrelaksować nawet (a raczej przede wszystkim) w trudnych pozycjachtakich jak przykładowo Kapotasana. Gdy moje ciało uczy się jak pokonaćtrudne sytuacje, to przekłada się to na stawianie czoła przeciwnościomlosu w codziennym życiu. Kiedy praktykujesz jogę w taki sposób, tostaje się ona medytacja w ruchu. I dlatego właśnie tak wysoko ceniesobie Ashtange, bo czerpie z niej wiarę i sile na codzienna. Medytacja w ruchu jest wspaniała, ale czasem potrzebuje po prostuposiedzieć nieruchomo i poczuć kontakt z ziemia. Nic nie pomogło mibardziej w czasach pandemii niż regularne medytacje. Nie zawsze jestto przyjemne, bo ciało czasem boli a umysł wędruje, ale z każdymswędzeniem, którego nie podrapiesz stajesz się silniejszy. Powolizdajesz sobie sprawę, że ostatecznie nie jesteś tylko ciałem, anisercem z jego emocjami, ani umysłem z niekończąca się gonitwa myśli,niezliczonymi planami i wizjami zagłady. Zaczynasz przebudzać się idostrzegać fakt, ze jesteś na scenie zżycia obserwatorem, miłującaświadomością, tym który wie. Czasem podczas lockdownu 2020 budziłam się pełna nadziei, z wysokimpoziomem energii i kreatywnego soku, który spływał na mnie jakwodospad. Dzięki temu, że musiał zostać w domu dokończyłam mojastronę internetowa, rozpoczęłam kanał na Wyautuje oraz wykonałam wieleinnej pracy kreatywnej. Tak naprawdę czułam się doskonale! Zaczęłamdoceniać, ze nigdzie nie muszę się spieszyć i mam wreszcie czas, żebysię rozwijać i zając się tym co kocham najbardziej. Ale były też inne dni, takie w które budziłam się z czarna chmura nadmoja glowa czując się ociężała, smutna i paranoidalna. I w takie dnimiałam wrażenie, że ktoś wyssał ze mnie całe życie a mój umysłzabierał mnie na szalona pełna leku podróż, która przypominała miwrażenia z przejażdżki po Magic Mountain w Disney World. Rozważałamwtedy najgorsze scenariusze wierząc, że się urzeczywistnia i niewidząc nawet promyka nadziei i jakiegokolwiek pomyślnego zakończenia.W takie dni moja duchowa praktyka była jedyna deska ratunku.Oczywiście, łatwo jest ćwiczyć kiedy wszystko jest dobrze, aleprawdziwa praca i rozwój zaczynają się w trudnych chwilach. Podczas medytacji zdałam sobie sprawę jak szalony jest naprawdę mójumysł (i twój również, kolego!). Nasz umysł wydziela myśli tak jaknasz jeżyk wydziela ślinę, bez naszej kontroli. Myśli przychodzą iodchodzą i żadne z nich nie musza być naprawdę odzwierciedleniemrzeczywistości. Uczenie się jak  zauważyć, zaakceptować i uszanowaćnasze myśli jednocześnie na nie reagując jest procesem trwającymcale zżycie cale , ale z pewnością wartym zachodu. Jak żyjemy z poczuciem mindfulness i  staramy się praktykować nie przywiązywanie się to mniej cierpimy. Gdy nie jesteśmy w ciągłym pędzie za kolejnymi zachciankami i potrzebami, i nie odpychamy całej reszty która nam nie pasuje, zaczniemy akceptować rzeczywistość z pełna gracja, idac ta ścieżka na wielkiej środkowej drodze nasze serca się otworzą. 

Stawanie się nikim

Nie zacząłam ćwiczyć jogi, aby uzyskać oświecenie, zacząłam, bo miałem obsesję na punkcie fitness, a uslyszalam, że praktykowanie jogi to świetny sposób na “stretching” po intensywnym treningu. I tak raptem, mój romans z siłownią się zakończył się i rozpoczęła się moja Yoga Journey.   Pierwszy rok nie był łatwy, mimo że miałem zaledwie 32 lata, byłam sztywna jak skała i ledwo mogłam dosiegnac moich stóp. Mimo tych trudnosci powracalam na mate dostrzegajac stopniowy fizyczny postęp i to, ze moje ciało zaczęło się zmieniać i otwierać. Pierwsze kilka miesięcy korzystalam jedynie z filmów na YouTube (byłam zbyt zakłopotana, aby uczestniczyc w zajeciach jogi). Zaczely sie wtedy pojawiac na macie różne retrospekcje, wspomnienia i emocje, które były przechowywane w moim ciele a teraz wychodziły na swiatlo dzienne.  Smiałam się i płakałam na przemian  podczas gdy moje ciało ulegalo oczyszczeniu. Wkrotce po tych pierwszych doswiadczeniach z joga zdiagnozowano u mnie nowotwór tarczycy.  Praktykowanie Ashtangi towarzyszylo mi w szpitalu, bylo ze mna ze mną podczas operacji, a pozniej w okresie radioterapii i rekonwalescencji. Mata powedrowala ze mną do szpitala, pomagala mi w tych trudnych chwilach, dawała nadzieję.  Po raz pierwszy zacząłem wtedy medytować aby nie utonać w zalewie przerażających myśli. Na początku bardzo trudno było uspokoić mój małpi umysł. Używałam prowadzonych medytacji ponieważ nie mogłem skupić się na niczym dłużej niż sekundę, ale stopniowo trenowałem tę małpę, aby siedziała nieruchomo przez dłuższy czas. Kolejny poziom jogi zaczął mi się objawiać. To już nie była tylko fizyczna praktyka Asany, Dharana i Dhayana zaczęły dawać mi wgląd w moją wewnętrzną istotę. Podczas medytacji przeżyłam jeszcze raz wszystkie traumatyczne wydarzenia z mojej przeszlosci i placzac przytulalam te smutną, złamaną, małą dziewczynkę w moim wnetrzu. Nie tylko moje ciało się zmieniało, ale zacząłam także zmieniać się od środka.   Znalazłam we mnie światło i polaczyłam się z czymś większym.  Trudno to ująć w słowa, ale wiem, ze te doswiadczenia dały mi siłę by iść do przodu. Zacząłam zmieniać negatywne wzorce myślowe i nawyki, moja mentalność ofiary musiała odejść! Znowu zacząłam być dla siebie miła i nauczylam sie jak sobie odpuszczac.  Dziś nadal staje codziennie na macie i regularnie medytuję. Dziś jestem wolna od raka.   Czy joga wiec jest tylko rozciąganiem? A może jednak to coś duzo więcej? Starożytne teksty hinduistyczne wyraźnie wskazuja na jej znaczenie w rozwoju duchowym. Problemem jest to, że większość ludzi na Zachodzie umniejsza wartosc jogi to praktyki fizycznej. Nie zrozumcie mnie źle, zgadzam sie, ze przy pelnym zaangazowaniu joga czyni cuda dla ciała, ale ma tez ogromny potencjał, aby zrobić dla nas o wiele więcej.   Zacząłam uczyć jogi ponieważ chccialam podzielić się swoimi spostrzeżeniami ze światem. Nie, nie jestem wyjątkowa, każdy może to zrobić. Przebudzenie się do swojej prawdziwej natury, uświadomienie sobie, kim naprawdę jesteś, jest możliwe, gdy jesteś gotowy. Dlatego nie jestem tylko nauczycielem Asany. Tak, to ważne, aby zadbać o nasze ciało, mamy tylko to jedno w tym wcieleniu, ale jesteśmy przeciez czyms o wiele więcej. Jesteśmy miłością, świadomością, duszą, duchem… niezależnie od metafory, ktorej chcialbys uzyc.  Wedlug fizyki kwantowej wszystko w tym wszechświecie jest wykonane z tych samych rzeczy. Więc kim jesteś naprawdę skoro zostales stworzony z tych samych czasteczek z ktorych powstaly gwiazdy? Myśląc, że jesteśmy czyms oddzielnym we wszechswiecie jest tylko iluzją. Wszyscy bowiem jesteśmy “tylko Bogiem w przebraniu” jak mawial Ram Dass. Całe moje życie chciałam stać się kimś, ale teraz jestem na drodze „do stania się nikim”. Jesli chcesz dowiedziec sie wiecej jak tego dokonac obejrzyj film, ktory niedawno pojawil sie na ekranach a ktory opowiada o zyciu wielkiego jogina i nauczyciela duchowego Ram Dassa „Becoming Nobody”.

Becoming Nobody

I didn’t start practicing Yoga to get enlightened, I started because I was obsessed with getting fit training at the gym everyday and I heard that practicing Yoga was a great way to “stretch” after a strenuous workout. One thing led to another and my love affair with the gym ended abruptly and my Yoga Journey began.  The first year wasn’t easy, even though I was only 32 years old I was stiff as a rock and could barely reach my toes. What kept me coming back on my mat was the physical progress at first, my body started changing and opening. Even though the first couple of months I spent with videos on YouTube(I was too embarrassed to go to a Yoga class) I also started having different flashbacks on my mat, the memories and emotions which were stored in my body were coming out, I laughed and cried as my body cleansed. Then I was diagnosed with thyroid cancer. My Ashtanga practice was with me during my surgery, radiotherapy and recovery. I bought my mat to the hospital, it kept me going and it gave me hope. I started meditating for the first time, to keep the flood of fearful thoughts from drowning me. At first it was extremely difficult to quiet my monkey mind. I used different led meditations because I couldn’t concentrate on anything for longer than a second, but gradually I trained that monkey to sit still for longer amounts of time.  Another level of Yoga started to reveal itself to me. It was no longer just a physical practice of Asana, Dharana and Dhayana began giving me insight into my inner being. I relived all the traumatic events during my meditation states, I cried, I hugged the sad, broken, little girl inside. Not only was my body changing, I started changing from the inside out.  I found the light within me, I connected to something bigger. I can’t put it into words, but it gave me strength to keep going forward. I started changing negative thought patterns and habits, my victim mentality  had to go! I started to be kind to myself once again, learning to let things go. Today I still get on my mat and meditate regularly. Today I am cancer free.  So is Yoga just stretching? Or is it something more? The ancient Hindu texts clearly state the prior. The only problem is, that the majority of the people in the West have watered it down to being just a physical practice. Don’t get me wrong, it does do wonders for the body if we stay committed but it has the potential to do so much more.  I started teaching Yoga because I want to share my insights with the world. No I’m not special, anyone can do this. Awakening to your true nature, realising who you really are is possible when you are ready. This is why I’m not just an Asana teacher. Yes it is important to take care of our bodies, we only get this one in this incarnation after all, but we are not the body, we are so much more than that. We are a loving awareness, a consciousness, a soul, a spirit… whatever metaphor you want to use is fine with me.  Everything in this universe is made of the same stuff, quantum physics will concur. So who are you really? If you are made of the same stuff that stars are made of? Thinking we are separate is just an illusion, we are all  “just God in drag” like Ram Dass used to say. My whole life I wanted to become somebody, but now I’m on a path to becoming nobody(please check out the recently released movie about the life of the incredible soul, yogi and spiritual teacher Ram Dass,  Becoming Nobody).

pl_PLPolski