The 8 Limbs of Yoga

I found yoga by accident, I didnt start practicing to get enlightened.  At the time I was really into going to the gym and I used yoga to help me“stretch” after my workout… but before I knew it it, yoga ended up helping me not only transform my body, but also I deep finding deep realisations and in starting my healing journey – uniting my body with my mind and spirit. ❤️‍🩹 Contrary to popular belief Yoga is not just physical postures, there are many ways to practice yoga even off of the mat! If you’re not familiar with the 8 limbs of Yoga (Ashtanga Yoga) of Patanjali, I invite you on this little journey as we delve a little deeper into Yoga Philosophy! Basically, the Eight Limbs of Yoga can help us “get our shit together”, these are stages which can lead us to a deeper knowledge of ourselves, our minds, emotions and our spirit Self. The first limb of Yoga is the 5 Yamas, which talk about external discipline and are roadsigns to a “better” life inside society. It is said that by practicing these Yamas we can gain a deeper sense of self-awareness which in return can help us to transform negative energy and cultivate a deep, abiding sense of peace. The 5 Yamas: ✨ Ahimsa ( non-harming) which means not using violence against ANY living being as well as ourselves. And usually when there is an absence of violence, then arises love and kindness. ✨ Satya (truthfulness) here it is good to remember that sometimes the truth can also hurt, so Satya shouldn’t come into conflict with Ahimsa ✨ Asteya (non-stealing) this isn’t only stealing of physical things, it can also be understood as something like having the desire for something others have (fame, money, ower etc) and that can lead to cruelty and jealousy. ✨Brachmacharya(moderating the senses and the right usage of energy) Traditionally the intention of this Yama was to motivate yogis to conserve their sexual energy, although the word when translated can mean “actions that lead to Brahman”, meaning having behaviour which lead us towards God, higher power, the universe or whatever you want to call it.  ✨ Aparigraha (non-possessivenesses, freedom from attachment) so its not about the goal that we are trying to obtain, but about our journey on the way to the goal. Like Krishna said, to not become attached to the outcome of our actions, but instead to concentrate on our actions. Have you ever started comparing yourself to someone or forced your body into a poses that “makes an impact” on others during in a yoga class? That is an example of Aparigraha. Can you think about and reflect on how these 5 Yamas may effect you and the people around you in everyday life? The next limb consists of the 5 Niyamas which are considered to be spiritual tools for internal work for learning how to regulate emotions and perceptions. These are practices which teach us how to care for ourselves and help cultivate happiness as well as self-confidence. ✨SELF-PURIFICATION (SHAUCHA) meaning keeping our body and mind “clean”. Reflection 💡 Do you try to be conscious of the food, emotions and thoughts that come into and arise in your body or do you ignore them? Do you critique yourself for these things or are you able to be understanding? ✨ CONTENTMENT (SANTOSHA) meaning being content with what is, accepting whatever life brings our way. Reflection 💡 Do you find yourself holding on to the past or are you able to let go and live in the present? It’s hard to be content in life if we are disappointed with ourselves and keep trying to “fix” and “improve” ourselves because of past “mistakes” but everything is a process and sometimes letting go of the past is harder than we think so try not to judge yourself, ✨ SELF-DISCIPLINE (TAPAS) meaning “heating up” the body. The fire that comes from Tapas is said to be a able to help us change old habit that no longer serve us, t newer “healthier” ones. Reflection 💡 The fire 🔥 of tapas can be used to replace old habits with new healthier ones. Can you think of something you’ve been wanting to do more regularly but you keep putting it off? Notice your mindset in this process, do you critique yourself because you “failed yet again” or are you kind towards yourself?  ✨ SELF-STUDY (SVADHYAYA) meaning getting to know ourselves better, gaining self awareness in a spiritual sense. Reflection 💡 Reading spiritual books or watching movies can be very inspirational if we can learn to incorporate self reflection throughout the day. Can you recognize when you’re acting in harmony with your goals, and when you’re unconsciously countering them?  ✨ SELF-SURRENDER (ISHVARA PRANIDHANA) this doesn’t mean to mindlessly give ourselves away to something to someone, but its the process of surrendering to a higher meaning and leaving the fruits of our actions to God,higher power, the universe etc. Reflection 💡 In meditation 🧘‍♀️ do you try to notice the thoughts, sensations and emotions as they arise? Do you ever notice the inner stillness of the present in between them. This experience can help us learn to let go of our attachments, even if just for a moment 😉 I won’t lie, for a long time I lived life without any self reflection. I hurt myself and I hurt many people with my actions, I wasn’t aware of the fact that I had never been taught how to regulate my emotions and so I just “reacted” to life. Often we may race through life without thinking about what’s happening with us or why we act the way we do, or should I say react impulsively. Its only when we begin to notice these things and feel these inner changes happening, can we begin to take care of ourselves and what here.  I’m definitely NOT perfect today but through my new found insight on how…
Read more

8 Ścieżek Jogi

Nie zaczęłam praktykować Jogi bo chciałam zmieniać życie lub być uduchowiona. Znalazłam jogę przez przypadek. Było to w czasie, gdy chodziłam na siłownię i używałam jogi do “rozciągania się” po ćwiczeniach, ale skończyło się na tym, że Joga pomogła mi w transformacji nie tylko ciała, ale i w głębokich realizacjach oraz w rozpoczęciu drogi do uzdrowienia życia i zjednoczenia ciała z umysłem i duchem. Wbrew powszechnemu przekonaniu joga to nie tylko pozycje fizyczne; faktem jest ze joga może nas usprawnić fizycznie ale istnieje wiele innych sposobów praktykowania jogi, które można stosować także poza matą. Wiec jeśli nie znasz 8 ścieżek ashtanga jogi z Jogasutr Patandźalego, to zapraszam cię w krótką podróż, aby zgłębić nieco filozofię Jogi.  Krótko mówiąc, te 8 ścieżek/gałęzi Jogi mogą pomóc nam w “ogarnięciu się”, to są etapy które mogą prowadzić do głębszego zrozumienia siebie, swojego umysłu, swoich emocji i ducha.  Pierwszą gałęzią są Yamy, które mówią nam o zewnętrznej dyscyplinie i są wskazówkami dobrego życia w społeczeństwie. Poprzez praktykowanie ich możemy zdobyć głębszy sens samoświadomości, który w zamian może pomóc zmienić negatywną energię oraz zbudować głębokie i trwałe poczucie spokoju. Yamy: Ahimsa (niekrzywdzenie) – czyli nie stosowanie przemocy, wobec żadnego stworzenia jak i siebie samego. A gdy brakuje przemocy, pojawia się miłość, uprzejmość i życzliwość.  Satya (prawda) – w tym warto pamiętać ze czasem prawda może też ranić, a więc Satya nie powinna wchodzić z konflikt z Ahimsą. Asteya (niekradzenie) – to nie tylko kradzież fizyczna, ale może też być rozumiana jako pożądanie tego co mają inni (sławę, rzeczy materialne, władze) a to może prowadzić do podłości lub zazdrości. Brachmacharya (moderowanie zmysłów i właściwe używanie “energii”) Tradycyjna intencja tej Yamy było by zachęcić joginów do konserwowania swojej energii seksualnej, natomiast  to słowo oznacza “zachowanie które prowadzi do Brahman”, czyli zachowanie które prowadzi nas do Boga, wszechświata, Siły Wyższej czy jakkolwiek chcesz to nazwać =) Aparigraha (nieposiadanie, wolność od przywiązania) czyli nie chodzi tu o cel do którego darzymy, tylko o podróż którą przebywamy. Lub tak jak Krishna mówił, aby nie przywiązywać się do rezultatów, tylko skupić się na działaniach które robimy. Czy zdażyło ci się kiedyś podczas praktyki jogi zacząć porównywać do kogoś na sali, lub zmuszać swoje ciało do robienia pozycji która “robi wrażenie” na innych? To jest właśnie Aparigraha. Jeśli chcesz, może zatrzymaj się tu na chwile i zobacz czy przychodzi ci do głowy jaki wpływ mogą mieć na ciebie każda z tych Yam w życiu codziennym? Następna gałąź to Niyamy, które uważa się za duchowe narzędzia do pracy wewnętrznej, dotyczącej pracy z samym sobą, do regulacji emocji; to praktyki które umożliwiają dbanie o siebie oraz kultywowania szczęścia i pewności siebie. Niyamy: SAMOOCZYSZCZANIE (SHAUCHA) Czyli utrzymanie ciała i umysłu w czystości. Refleksja: Czy starasz się być świadomym jakie jedzenie, emocje i myśli dopuszczasz do swojego ciała czy to ignorujesz? Czy krytykujesz siebie za te rzeczy, czy też jesteś w stanie być dla siebie wyrozumiałym? ZADOWOLENIE (SANTOSHA) Czyli zadowolenie z tego co jest, akceptują tego co nam los przynosi. Refleksja: Czy trzymasz się przeszłości czy też jesteś w stanie odpuścić i żyć w chwili obecnej? Ciężko jest być w życiu zadowolonym jeśli jesteśmy sobą rozczarowani i ciągle próbujemy się “naprawiać” i “ulepszać” z powodu błędów popełnionych w przeszłości. Jednakże, wszystko to jest długotrwałym procesem i czasem odpuszczenie przeszłości może być trudniejsze niż nam się wydaje, więc warto kultywować łagodność i miłość do siebie niezależnie od tego co było i będzie gdyż jesteśmy idealni tacy jacy jesteśmy.  SAMODYSCYPLINA (TAPAS) Dosłownie – ogrzewania ciała. Ogień płynący z tapas może służyć do zastąpienia starych zwyczajów nowymi “zdrowszymi” zwyczajami. Refleksja: Czy przychodzi ci do głowy coś, co chciałeś/łaś robić bardziej regularnie, ale ciągle to odkładasz? Może zwróć uwagę na swoje nastawienie w tym procesie, czy krytykujesz siebie za “kolejne niepowodzenie”, czy też jesteś dla siebie życzliwy? SAMOKSZTAŁCENIE (SVADHYAYA) Czyli zbliżanie się do siebie samego, samo świadomość siebie w wymiarze duchowym. Refleksja: Czytanie spirytualnych książek lub oglądanie uduchowionych filmów może być bardzo Inspirujące pod warunkiem, że włączymy w to autorefleksję. Czy na przestrzeni całego dnia możesz zauważyć kiedy działasz w harmonii ze swoimi celami a kiedy nieświadomie im przeciwdziałasz? SAMO-PODDANIE SIĘ sile wyższej (ISHVARA PRANIDHANA) Tu nie chodzi o całkowite bezmyślne oddanie się czemuś lub komuś, to jest process oddania się wyższemu celu i złożeniu naszych działań u stóp Boga/Siły Wyższej. Refleksja: Czy podczas dnia lub w trakcie medytacji próbujesz zauważać swoje myśli, doznania i emocje, które ci towarzyszą? Czy kiedykolwiek zauważasz wewnętrzny spokój w chwili obecnej i pomiędzy tymi wrażeniami? To doświadczenie może nauczyć nas jak uwolnić się od naszych powiązań, choćby przez chwilę. Nie będę kłamać większość mojego życia spędziłam bez jakiejkolwiek autorefleksji. Moimi czynami często krzywdziłam siebie i wiele osób, ale nie byłam wtedy świadoma że, nigdy nie nauczyłam się regulować swoich emocji i dlatego nie potrafiłam “funkcjonować” we własnym życiu. Często pędzimy przez życie bez zastanowienia się co się z nami dzieje i dlaczego zachowujemy się tak a nie inaczej, porostu reagując na bodźce. Ale dopiero gdy zaczynamy zauważać że coś może być nie tak i czuć jak zachodzą te wewnętrze zmiany,  możemy o siebie zadbać. Z pewnością i dzisiaj daleko mi do doskonałości, ale dzięki wiedzy na temat traumy, terapii oraz duchowym praktykom jestem bardziej świadoma, pewna siebie i szczęśliwsza niż kiedykolwiek przedtem w moim życiu. Trzecią i prawdopodobnie najbardziej znaną gałęzią jogi jest Asana, czyli pozycje. Ale czy wiedzieliście, że źródłem słowa Asana jest “wygodne siedzenie”? A to sugeruje pierwotną intencje. Większość wczesnych asan opisywało właśnie pozycję siedzącą jako przygotowanie do siedzenia w medytacji. Przez jakiś czas właśnie tym była dla mnie joga, to po prostu były pozycje ciała, które pomagały mi stać się silniejszą i bardziej elastyczną. Było to bardzo powierzchowne, skupiałam się głównie na tym jak wyglada pozycja z zewnątrz a nie tym co się dzieje w środku. I tak właśnie było aż do momentu, gdy zdiagnozowano u mnie 5 lat temu nowotwór tarczycy. Podczas terapii i zabiegów zaczęłam medytować i to otworzyło mnie na zupełnie nowy poziom praktyki i mojego istnienia.  Można powiedzieć że się przebudziłam i zdałam sobie sprawę…
Read more

Trauma, Addiction & Yoga – The science behind healing your life

“Addiction is a complex psychophysiological process, but it has a few key components. I’d say that an addiction manifests in any behavior that a person finds temporary pleasure or relief in and therefore craves, suffers negative consequences from, and has trouble giving up.” Dr. GABOR MATÉ: Usually when we think of addicts what comes to mind is a coke or heroin addict who’s throwing their whole life away just to satisfy their “dirty” little needs. There are two main views on addiction in the world today, one of the medical system of it being a brain disease therefor rendering us helpless victims and the other being the view of the legal system claiming that it is a CHOICE which is why they use punishment as a means of “rehabilitation”. But what if none of these are true?   If we go by this definition of addiction by Dr. Gabor Maté, ( a world renown retired physician & addiction/trauma specialist) I bet that anyone who took a couple minutes to honestly reflect upon their life would find that addiction doesn’t have to pertain to only substances and that they themselves may not be exempt from it either. If addiction is a choice it most certainly isn’t a conscious one and why is it that some addictions are OK and some are against the law?“Any behaviour that a person finds temporary pleasure or relief in” can be not only substances like illegal and or legal drugs (like alcohol, nicotine, caffeine, pain killers and other pharmaceuticals etc)  but also things like food, sex, internet, pornography, gambling, binge watching tv shows, exercise, extreme sports, work, shopping the list goes on and on.  If you were to take a look at your life honestly, would you admit that at one point in your life or another you  have used any one or more of those things in an addictive way? Now stop and think of not WHY you did but what did these things do for you? Did they help you in numbing pain, numbing fear & anxiety, escaping from reality, relaxing, surviving, feeling pleasure, feeling loved, feeling accepted, feeling accomplished, feeling successful, feeling happy, satisfaction, releasing, fitting in, being understood,  connecting, feeing courageous, getting a buz or to in simply feeling ALIVE? Are these bad things to want or normal human needs? Addictions usually start out as a temporary solution to a problem, the consequences come after. Addiction is an attempt to change our internal state by way of external things, so let’s not ask why the addiction, but like Dr. Mate like to ask WHY THE PAIN  from which we are running away from? I know substances did all these things and more for me, but ever since I stopped using them I noticed addictive behaviours showing up in other areas of my life, which to me was a sign that it wasn’t the substances that were the issue but it was MUCH DEEPER than that. Addiction you see, isn’t the problem, it’s actually more of a symptom. No one chooses to be a an addict just for fun. It starts as the brains coping mechanism in early childhood development, helping the child to survive, not feeling PAIN and SUFFERING. “In the National Survey of Adolescents, teens who had experienced physical or sexual abuse/assault were three times more likely to report past or current substance abuse than those without a history of trauma.In surveys of adolescents receiving treatment for substance abuse, more than 70% of patients had a history of trauma exposure. This correlation is particularly strong for adolescents with PTSD. Studies indicate that up to 59% of young people with PTSD subsequently develop substance abuse problems.” The National Child Traumatic Stress Network  www.NCTSN.org) When speaking about childhood trauma we must remember that it doesn’t necessarily have to be somethings as severe as sexual or physical abuse. Things like prenatal stress, absent parents, stressed parents (we can also add to the list intergenerational trauma as well but I’m trying to not make this short text a novel! ) and other problematic parental behaviours can cause a child to feel unwanted & unloved. To a young child it’s survival depends on it’s caregivers so this can be just as stressful to the developing brain and may cause permanent changes that will show up later in life.  “The impact of stress on brain health begins in the womb. Both animal and human studies have found that prenatal maternal stress affects the brain and behavior of the offspring. Stressful life events, exposure to a natural disaster, and symptoms of maternal anxiety and depression increase the risk for the child having a range of emotional, behavioral and/or cognitive problems in later life. These include depression, anxiety, Attention Deficit Hyperactivity Disorder (ADHD), and/or conduct disorders.“ – Prenatal stress: Effects on fetal and child brain development, AlexandraLautarescuabMichael C.CraigacVivetteGloverd A young child in nature is egocentric, it doesn’t understand why mommy and daddy have to work long days and are coming home stressed, all it knows is that it FEELS responsible for the unhappiness of the parents. This feeling of guilt changes the neurophysiology of that child forever , that’s why the biggest gift you can give to your child is your own happiness, which the child will gladly mirror. Don’t get me wrong here, im not trying to guilt shame all the parents out there. My parents did the best they could with what they had, they didn’t have a grand childhood either thats how this cycle of intergenerational trauma works. The good news is that once we are conscious of it we can change it. As a result, I ended up feeling like “the black sheep” and  “problem child”who didn’t  know how to control her emotions and that feeling of “not good enough” still haunts me today.  I moved from Poland to New York City at the age of 5 which didn’t help me in the confidence department since I hardly knew how to speak English and was thrown…
Read more

Trauma, Uzależnienie i Joga -droga do uzdrowienia ciała i duszy w nauce i praktyce

„Uzależnienie jest kompleksowym procesem psychofizjologicznym, ale ma kilka podstawowych cech.  Uważam, ze uzależnienie manifestuje się w JAKIMKOLWIEK zachowaniu, w którym osoba uzależniona znajduje chwilowe ukojenie lub przyjemność związana z tym, czego pragnie, ponosi negatywne konsekwencje i ma problem z odstąpieniem.” GABOR MATE Z reguły, gdy słyszymy o uzależnieniu, to przychodzi nam na myśl obraz osoby uzależnionej od heroiny lub kokainy, która marnuje swoje życie aby tylko zaspokoić swoje „zachcianki”.  Na świecie istnieją dwa dominujące poglądy na uzależnienie. Pierwszy, pochodzący z systemu medycznego, twierdzi, że uzależnienie jest choroba mózgu i drugi, należący do systemu prawnego, który określa uzależnienie jako WYBÓR i w związku z tym zaleca kary jako formę rehabilitacji. Ale może nie ma racji,w żadnym z tych poglądów? Jeśli zastosujemy definicję uzależnienia opracowaną przez dr Gabor Mate (lekarz specjalista ds. uzależnień i traumy o światowej renomie) wydaje się, że każdy, kto poświęciłby choć parę minut, żeby szczerze przyjrzeć się swojemu życiu mógłby dojść do wniosku, że uzależnienie niekoniecznie musi mieć związek z substancjami psychoaktywnymi i istnieje duże prawdopodobieństwo, że sami to kiedyś w swoim życiu doświadczyliśmy. Jeśli uzależnienie jest wyborem, to na pewno nie jest to świadomy wybór i czemu jest tak, ze niektóre uzależnienia są akceptowane społecznie a inne są nielegalne? Jeśli mówimy o jakimkolwiek zachowaniu, z którego dana osoba czerpie chwilowe ukojenie lub przyjemność, to bierzemy pod uwagę nie tylko nielegalne narkotyki, ale również te legalne, takie jak alkohol, nikotyna, kofeina, leki przeciwbólowe lub inne leki na receptę oraz rzeczy takie jak jedzenie, seks, hazard, internet, pornografię, oglądanie seriali, ćwiczenie, sporty ekstremalne, prace, zakupy, itd. Itp.  Gdybyś teraz zdecydował/zdecydowała przyjrzeć się szczerze swojemu życiu, czy byłbyś/byłabyś w stanie przyznać, że miałeś/miałaś kiedykolwiek w życiu styczność z którąś z tych rzeczy w sensie uzależniającym? Zatrzymaj się i zastanów tak jak Dr. Mate lubi pytać nie DLACZEGO tak się działo, ale co te zachowania dla ciebie robiły? Czy pomagały ci może w zmniejszaniu bólu, lęków i paranoi, w ucieczce od rzeczywistości, w relaksowaniu się, w przeżywaniu przyjemności, miłości, bliskości, w samoakceptacji i samorealizacji, w odczuwaniu sukcesu, satysfakcji, szczęścia, w zyskiwaniu poczucia przynależności i bycia rozumianym w kontaktach międzyludzkich, w odwadze czerpanej z haju lub po prostu w poczuciu, że ŻYJESZ? Czy to są złe rzeczy czy po prostu normalne ludzkie potrzeby? Uzależnienie z reguły zaczyna się jako samodzielna próba rozwiązania problemu, konsekwencje przychodzą później.  W uzależnieniu próbujemy zmienić to, co czujemy wewnątrz poprzez używanie zewnętrznych rzeczy i działań a więc nie powinniśmy pytać dlaczego istnieje uzależnienie, ale skąd pochodzi ten ból od którego tak bardzo próbujemy uciec. W moim przypadku używki spełniały właśnie taka role, ale odkąd jestem trzeźwa analogiczne zachowania zaczęły pojawiać się w różnych innych sferach mojego życia i stało się dla mnie jasne, że to nie te używki były moim głównym problemem a prawdziwy problem tkwił we mnie o WIELE GŁĘBIEJ. A więc jak widzisz, uzależnienie jest raczej symptomem a nie właściwym problemem. Nikt nie decyduje się na uzależnienie dla zabawy. Uzależnienie zaczyna pojawiac się przeważnie już we wczesnym dzieciństwie i służy jako mechanizm przetrwania dla naszego mózgu, który pomaga nam nie zwariować – nie czuć BÓLU i CIERPIENIA.  “Krajowa ankieta dla nastolatków (opublikowana przez Krajowa Sieć ds. Stresu Pourazowego u Dzieci) pokazuje, ze ci którzy doświadczyli fizycznej lub seksualnej krzywdy byli trzy razy bardziej skłonni, aby zgłosić dawny lub obecny problem z używkami niż ci bez historii traumy.  Rezultaty ankiet dla nastolatków, którzy przebywali w ośrodkach terapeutycznych dla uzależnionych pokazały, że ponad 70% pacjentów posiadało historie różnego rodzaju traumy.  Ta  korelacja była szczególnie silna u nastolatków cierpiących na PTSD (zespół stresu pourazowego). Badania wykazały, że nawet 59% młodych ludzi z PTSD ma problemy z nadużywaniem substancji psychoaktywnych.” (www.NCTSN.org). Kiedy mówimy o traumie w dzieciństwie, to powinniśmy pamiętać, że nie muszą jej powodować wcale rzeczy tak poważne jak przemoc seksualna czy fizyczna. Zdarzenia takie jak stres prenatalny, nieobecni lub zestresowani rodzice (można też tu dodać międzypokoleniowe traumy ale nie chce by ten krotki tekst zmienił się w książkę!)  a także inne problematyczne zachowania rodziców mogą powodować że dziecko czuję się niechciane i niekochane. A ponieważ dla małego dziecka rodzic jest symbolem przetrwania, to wszystko jest bardzo stresujące dla mózgu, który dopiero się kształtuje i prawdopodobnie spowoduje nieodwracalne zmiany, które wpłyną na późniejsze życie dziecka.  “Stres wpływa na zdrowe funkcjonowanie mózgu dziecka już w łonie matki. Zarówno badania na zwierzętach jak i na ludziach wykazały, ze stres prenatalny ma wpływ na mózg i zachowanie potomstwa. Stresujące wydarzenia, katastrofy naturalne, oraz symptomy macierzyńskiego niepokoju i depresji podwyższają ryzyko powstania u dziecka emocjonalnych, behawioralnych ilub poznawczych problemów, które dadzą dadzą o sobie znać w jego późniejszym życiu i przejawiać się na przykład w postaci depresji, stanów lekowych, ADHD lub zaburzeń wychowawczych.” Alexandra Lautarescu ab Michael C.Craig ac VivetteGloverd “Prenatal stress: Effects on detail and child brain development” Małe dziecko jest z natury swojej egocentryczne i nie rozumie dlaczego mama i tata muszą pracować całymi dniami i wracają do domu zestresowani. W takiej sytuacji dziecko może czuć się odpowiedzialne za to, że rodzice nie wydają się być szczęśliwi. To poczucie winy i bycia niewystarczająco dobrym na zawsze zmieni neurofizjologie dziecka i dlatego najlepszym prezentem jakim możesz obdarzyć swoje dziecko jest twoje własne szczęście, które ono chętnie będzie odzwierciedlać.  Nie zrozum mnie źle, nie chcę tu obwiniać wszystkich rodziców. Moi rodzice np. wychowali mnie najlepiej jak potrafili, a sami też nie mieli świetlanego dzieciństwa. Historia w rodzinie lubi się powtarzać, ale możemy zmienić ten cykl międzypokoleniowej traumy kiedy już jesteśmy jego świadomi. Niestety, dla mnie skończyło się to na poczuciu, że jestem “czarną owcą” i dzieckiem z problemami, które nie potrafi kontrolować swoich emocji. A to poczucie, że nie jestem wystarczajaco dobra nadal mnie prześladuje. Gdy miałam sześć lat przeprowadziłam się z Polski do Nowego Jorku a emigracja nie pomogła mi we wzmocnieniu poczucia własnej wartości. Nie znałam języka, wiec moje początki w szkole były dla mnie niezłym szokiem. Byłam introwertyczka i ciężko było mi nawiązywać przyjaźnie, a moja sytuacje pogorszyły przeprowadzki, które powodowały, że za każdym razem zmieniałam szkołę. Często więc byłam tą “nową dziewczyną” w klasie i inne dzieci…
Read more

Rozpoczęcie przygody ze Staniem Na Rękach

W zależności gdzie i na jakim poziomie zaawansowania zaczynamy, nasze podejście do trenowania handstand-ów powinno wyglądać troche inaczej. Jako osoby początkujące nie powinnismy pewnie od czytania książki z anatomii myśląc że, znajdziemy tam jakiś magiczny przepis na utrzymanie się w staniu na rękach. Jedynym sposobem w jakim nauczymy się balansować jest systematyczne PRAKTYKOWANIE. Dodam, że pewnie też powinniśmy wziąć pod uwagę całe nasze poprzednie doświadczenie z ruchem, budowę ciała i jego mobilność, motywacje, neuroplastyczność, pasje, dawne  kontuzje, tolerancje do lęku, oczekiwania, siłe itp. itd. Właśnie dlatego ten proces będzie wyglądał zupełnie inaczej dla każdego, bo KAŻDY Z  NAS JEST INNY. Niektórzy może ogarną ten temat od razu a inni będą się męczyc latami, ale jedno jest pewne: nie istnieje żadne  magiczne ciasteczko, po zjedzeniu którego z dnia na dzień staniemy się mistrzami handstand-ow. To jest umiejętność, która wymaga konsekwentnej praktyki oraz nauki czerpania satysfakcji nawet z małych sukcesów ponieważ, uwierz mi, że będzie też wiele godzin gdy będzie nam się wydawało, że nic nam się nie udaje (ale właśnie wtedy uczymy sie najwiecej, wyjawię później). Potrzebne jest poświęcenie i #growthmindset (Carol Dweck- plastycznosc- inteligencji). Koniec, kropka. Pomyśl o tym w ten sposób, jako dzieci nie uczymy sie chodzić z dnia na dzień, ale musimy najpierw wiele razy upaść by zrobić tych pare pierwszych małych kroków. Tyle, że wtedy nasza anatomia i fizyka są bardziej po naszej stronie. Nasze ciała są przecież bardziej przystosowane do chodzenia na stopach niż na dłoniach, aczkolwiek ta analogia bardzo pomaga w nauce balansowania ( nasze barki są jak nasze biodra). W tych wczesnych latach nasz mózg też nam ułatwia uczenie sie ponieważ działa niczym gąbka, która pochlania całą więdze wokół nas (dobra i złą, niestety), chociaż ta niesamowita neuroplastycznośc, która posiadamy w młodym wieku naprawdę ułatwia nam proces uczenia. Niestety, gdy dorastamy,  to się zmienia, więc musimy się coraz bardziej starać i wykonywać co raz więcej powtórzeń aby tworzyć te nowe połączenia neuronów w naszych mózgach oraz aby to,  czego się nauczyliśmy stało się bardziej refleksywne. W pełnym handstand-dzie(wertykalna linia) na przykład nasze CAŁE ciało pracuje i każda część ciała robi co innego. To jest naprawdę dużo informacji dla naszego układu nerwowego na raz, szczególnie jeśli zaczniemy sobie powtarzać w głowie całą długa listę komend: stopy point, uda razem, pośladki pracuje itp, itd. Więc jeśli dopiero zaczynamy naszą przygodę do gory nogami, to będzie raczej trudno skupić się nad tym wszystkim PLUS jednocześnie koncentrować się na najbardziej istotnym elemencie stania na rekach – balansowaniu na RĘKACH! Tak więc, miałoby sens aby na poczatku naszej drogi do handstand-u nie bombardować nasze głowy milionami różnych wskazówek o idealnym ustawieniu ciała. Na tym etapie przez  cały czas tylko walczymy o przetrwanie i utrzymanie w tej pozycji, chociaz by tam zostać przez sekundę czy dwie. “Banana Back” Wiele osób, gdy zaczyna uczyć się stania na rekach z reguły (świadomie czy nie świadomie), zaokragla cialo w kształt, który w świecie balansowania na rękach nazywany jest “banana back”. Ten kształt przypominający banana jest uznawany za “nieestetyczny”, aczkolwiek jest on bardziej naturalnym kształtem dla naszego ciała. Jeśli chcesz zrobić eksperyment, to poproś kogoś kto nigdy przedtem nie robił handstand-ów aby spróbował i zobaczysz jak ukształtuje swoje ciało – jest duża szansa, że będzie to właśnie kształt banana! Moje stanie na rekach na początku wyglądało właśnie tak przez długi czas, bo niczym male dziecko uczyłam się chodzić od nowa tylko tym razem na rękach! I pomimo że to nie było piękne, ten zaokrąglony kształt ułatwił mi utrzymywać się na rekach dłużej by wyczuć te subtelne ruchy w te i wewte niczym wahadło, i to koledzy i koleżanki, jest właśnie sztuka balansowania. Wystarczy trochę pogrzebać w historii aby dowiedzieć się, że najsłynniejsi oldschool-owi mistrzowie handstand-ów wykonywali właśnie takie zaokrąglone handstand-y! Podobnie  jak pradziadek balansowania na rekach, Profesor Paulinetti, który możnaby powiedzieć, że wynalazł stanie na jednej ręce (i jednoręczne Planche), robił to takźe z zaokrąglonymi plecami!  Istnieje mit, ze stanie na rekach w taki sposób jak “banan” może uszkodzić nam kręgosłup, ale uważam, że to jest tak jak ze wszystkim innym w życiu: jeśli postępujemy z głowa i nie przekraczamy limitow obciążenia, to powinnismy być bezpieczni. Pamietajmy też, że kręgosłup nie jest prosty i ma naturalne zaokrąglenia. Jeśli wiec  nie będziemy cisnąć za dużo i za wcześnie przekraczając naszych  możliwości oraz będziemy pamiętać by głęboki mięsien brzucha (poprzeczny) byl aktywny, to z czasem zbudujemy wystarczajaco dużo siły i elastyczności (jeśli nasza anatomia pozwoli) aby wykonywać co raz bardziej wymagające pozycje i ustawienia ciała. Tak jak Rzymu nie zbudowano w jeden dzień, to tym bardziej stania na rękach nie nauczymy się prędko. Nikt nie robi “idealnego” handstand-u na samym początku, to wszystko jest subiektywne i zajmuje troche czasu, a więc musimy nauczyć się czerpać radość z tych małych sukcesów i z samej podróży do stania na rekach, bo ten proces może trwać całe życie! Ostatnio też usłyszałam od jednego z moich ulubionych naukowców Prof. Andrew Huberman Huberman Lab, że uczenie się pozycji odwróconych (i innych balansów) zwiększa naszą neuroiplastycznosc mózgu. I to wcale nie te “idealne” wertykalne handstand-y to powodują, tylko te wszystkie błędy które robimy podczas uczenia się wysyłają sygnały do naszego układu nerwowego że cos jest nie tak i że musimy to naprawić, coś zmienić! Kiedy wszystko jest dobrze (tak jak i w życiu) nie chcemy nic zmieniać, nasz układ nerwowy działa podobnie, nasze błędy są naszymi największymi nauczycielami i bodźcem do zmian (wewnętrznych jak i zewnętrznych).  Staw ramienny i ułożenie ciała Nie będę kłamać: utrzymanie się w pełnej pozycji (wertykalna linia) w staniu na rekach jest TRUDNE. Prawidłowe uaktywnienie wszystkich potrzebnych mięśni jest o wiele bardziej skomplikowane niż w zaokrąglonym handstand-dzie (banana) i rzeczą, która może nam często w tym przeszkadzać to niewystarczająco otwarte barki. W tej pozycji potrzebujemy conajmniej 180 stopni zgięcia w stawie ramiennym, czyli ramiona maksymalnie wyprostowane i zablokowane w stawach za pomocą łopatek. Jeśli mamy odpowiedni zakres ruchomości to pozwoli nam to na ułożenie kości (zwane “stacking”) w taki sposób, który spowoduje że nasz handstand stanie się bardziej pozycja “odpoczynku” gdy znajdujemy ten zloty środek i czujemy się…
Read more

Starting Your Handstand Journey

Depending on what we’re starting with and our level of experience, our training and approach should look different. A beginner for example we probably shouldn’t study anatomy textbooks thinking he will find the magic recipe to holding a handstand, the only way you can learn to balance is by PRACTICING.  Not to mention, we should also take into consideration all our previous movement background, body type, mobility, motivation, neural plasticity, passion, drive, past injuries, fear tolerance, expectations, strength etc. Which is why this process will look completely different for everyone, WE ARE ALL DIFFERENT. For some people it clicks right away and for others it may take even years, THERE IS NO MAGIC COOKIE YOU CAN EAT to learn how to do it overnight sorry to break it to you.  This is a skill that takes consistent practice and learning how to take satisfaction from all those small wins because trust me there will be hours upon hours of falls and fails that seem like are going nowhere(but in all actuality this is when we actually learn the most, I’l explain the science later). It takes dedication and a #growthmindset (Carol Dweck- Growth MIndset)period dot. Think of it this way, when we are toddlers learning to walk it doesn’t happen over night. We have to fall many times until we learn to take those first steps, only then our anatomy and physics are more on our side. Our bodies are way more equipped to walk on feet than hands, however this analogy helps quite a lot when learning how to balance (also thinking of the shoulders as the hips). Not to mention during the first 25 or so years of our life our brains act just like a big sponge, soaking up everything we see and experience (good and bad) however this extraordinary neuroplasticity we have at young age makes learning a lot easier. The older we get unfortunately we have to try a lot harder and repeat things WAY more often to create those new neural pathways in order to turn whatever it is we’re learning into something reflexive(like second nature). In a full handstand for example our WHOLE body is working and every body part is doing something different. That is a lot of information for our nervous system to take in all at once, especially if we were to start checking them all  off the list: point toes, thighs together, active glutes and so on etc. SO if we are just starting out, it will be probably really hard to be able to concentrate on doing all those things PLUS focus on the most important part of the handstand – balancing with our HANDS.  It would probably make sense,if we were at the beginning of our handstand journey, to not bombard our minds with a million and one alignment cues when in all reality we are actually hanging on for dear life, trying to hold that handstand for a split second or two. Plus, as I just learned the other day from one of my favorite scientists Professor Andrew Huberman Huberman Lab learning inversions and other balances increases the neural plasticity of our brains AND it’s not the “perfect” straight handstand that does this, only all the errors and fails we make while learning that send signals to our CNS(central nervous system) the something is wrong and that it needs to fix it, it needs to change something! When everything is all fine and dandy there’s no need to change(just as in life), our CNS works in a similar way,  but our mistakes ARE our greatest teachers propelling us to change! The banana back A banana back handstand, or in other words a curved handstand, gets a really bad rep in the hand balancing community as it’s not as aesthetically pleasing as a straight handstand, but it’s actually where a lot of people start because it’s a more natural position for the body. Ask any person who’s never held a handstand to try and kick up and see what shape they make with their body chances are it will be curved! This is actually how my freestanding handstands looked for a LONG time when I started learning, like a little baby taking it’s first steps all over again only this time on my hands! Even though it wasn’t pretty, the curved shape made it easier for me to stay up on longer on my hands and learn those subtle rocking movements like a pendulum, this my friend is the art of  BALANCING. And actually, old school hand balancers performed all their handstands with curves in their back! Like the godfather of hand balancing himself, Professor Paulinetti who basically invented the one arm handstand (and the one arm Planche) and he actually did this with a curved back!  There is a myth that doing curved handstands can hurt your back, but I think it’s just like anything else in life, if you’re smart about it and don’t go past your load capacity you should be safe. Let’s remember that the spine isn’t straight and naturally has CURVES, so as long as we don’t do too much too soon, push past our limit and  remember to keep the deep core (TVA muscle) engaged, with practice we will build up the necessary strength and flexibility(if anatomy allows) to move on to more demanding shapes and alignment. Rome wasn’t built in a day and you won’t learn to handstand in a day either, no one starts off doing handstands with “perfect” alignement, its really subjective takes time and so we really gotta try to take in all those small wins and learn to enjoy that journey because  the refinement process can last our whole life! Shoulders & Alignment I won’t lie, holding a straight handstand is HARD. The muscle activation required is significantly more difficult than in a curved handstand, not to mention it demands at least 180 degree overhead shoulder flexion, in other words straightening of the arms all…
Read more

Chaturanga Dandasana – mity i legendy o “idealnym” ustawieniu ciała

Często na dynamicznych zajęciach typu Vinyasa, pomimo że jest ich wiele, pozycja Chaturangi jest przeoczana zarówno przez nauczycieli jak i przez uczniów. Z reguły instruktor mówi pare słów na początku zajęć, a potem prezentuje modyfikacje na kolanach mówiąc, że jeśli nie mamy siły to możemy modyfikować. Oczywiście, NIKT nie chce być tą jedyną osobą, która modyfikuje, i często zmuszamy się do pozycji nie zwracając uwagi na swoją formę czy ułożenie ciała, co może z czasem prowadzić do kontuzji. W dzisiejszych czasach coraz bardziej pędzimy, czy to do następnej czynności czy pozycji, i cieżko być uważnym na to co się dzieje z ciałem jeśli się wiecznie spieszymy. Nie powinniśmy także zakładać, ze każdy instruktor jogi jest dobrze poinformowany na temat anatomii i biomechaniki ciała. Często zdarza się, że ucząc się czegoś w dany sposób nie kwestionujemy słuszności swojej wiedzy tylko dalej ją przekazujemy. W zależności więc kogo się spytasz lub która tradycje jogi praktykujesz, możesz się spotkać z różnymi “ideałami Chaturangi” . Ale to czy ten ideal jest prawidłowy dla twojego ciała to już jest inną kwestią. W pełnej ekspresji, Chaturanga Dandasana, czyli pozycja kija, jest dość trudna i wymaga dużo siły w górnej części ciała i w core(trzonie). Wiele może pójść żle, szczególnie gdy jesteśmy zmęczeni i szybko przemieszczamy się przez nasze Vinyasy. Nie bez powodu pozycja ta jest znana w świecie jogi jako “niszczycielka barków”! A jeśli nasze barki nie są stabilne i nie używamy prawidłowych mięśni, plus powtarzamy ten sam ruch 20/30 razy podczas praktyki, 3/4 razy w tygodniu, przyszłość naszych barków nie wygląda za ciekawie. (Nie pisze tego by cię straszyć, po prostu wiem o tym z własnego doświadczenia i chce oszczędzić ci tego bólu i frustracji związanych z kontuzja barku. Nie jest to fajne!) I nie chciałabym tu być źle zrozumiana, wcale nie mówię że pozycja Chaturangi jest “zła” i że nie powinno się jej robić, bo tak nie jest. W samej pozycji nie ma nic złego, natomiast warto zwrócić uwagę na to w jaki sposób przemieszczamy się Z i DO niej oraz która opcja jest właściwa dla NASZEGO ciała. Musimy też brać pod uwagę nasz wiek, kondycje, budowę ciała, proporcje lub jakiekolwiek kontuzje, które możemy posiadać. Staw ramienny jest stawem kulistym zlokalizowanym między kością ramienna a łopatkami. Jest także jednym z najbardziej mobilnych stawów w ludzkim ciele, co może zagrażać w jego stabilności. TO oznacza, ze chętnie się wygnie tam dokąd go popchniemy, ale z czasem może się przeciwko nam zbuntować. Zgięciu łokci w 90 stopniach  Jedno jest pewne:  trzymanie zgięcia łokcia w 90 stopniach na pewno powoduje, że pozycja Chaturangi jest bardzo estetyczna. Ale czy ta komenda powoduje, że robimy tą pozycje w “prawidłowym ułożeniu”? Aby łokieć wylądował nad nadgarstkiem musimy najpierw przenieść ciężar ciała w desce w przód i tu spotykamy się z dylematem, gdyż tracimy wtedy zaangażowanie mięśnia zębatego przedniego i w zamian wkracza do akcji mięsień najszerszy grzbietu. To są ogromne mięśnie aczkolwiek służą one raczej do stabilizacji miednicy a nie obręczy barkowej. Warto też dodać, że powodują one też wewnętrzną rotacje barku, a to jest coś  czego z pewnością NIE CHCEMY w Chaturandze, ponieważ wtedy górne plecy się zaokrąglają co powoduje, że głowa kości ramiennej rotuje się do środka i w dół i w konsekwencji kładziemy za duży nacisk na nasz staw barkowy. Mięsień zębaty przedni jest mega gwiazdą jeśli chodzi o stabilizacje i siłę barków. Mięśnie zębate podtrzymują naszą klatkę piersiową niczym dwie duże ręce i są odpowiedzialne za rozszerzanie łopatek na plecach (protrakcja) i ściąganie ich w dół (depresja), co razem powoduje stabilizacje obręczy barkowej. Jeśli mięsień zębaty nie działa prawidłowo, to tracimy tę ważną stabilność, a głowa kości ramiennej (górna część) może zacząć ruszać się w panewce i z czasem spowodować jego zużycie.  Pewnie zastanawiasz się, jak masz ten mięsień uaktywnić? A więc zaczynając w pozycji deski mocno odpychaj się od maty unosząc klatkę piersiową do sufitu i jednocześnie ciągnij dłońmi w kierunku stóp (jakbyś zamykał/a okno). A teraz wyobraź sobie te ogromne 9-palcowe dłonie, które podtrzymują twoje zebra i jednocześnie przyssywają łopatki do górnych pleców. (Na początku możesz najpierw spróbować to samo ale na stojąco używając ściany, aby trochę łatwiej wyczuć ten ruch). Teraz pomówmy troche o fizyce. Gdy układamy nasz łokieć nad nadgarstkiem w tym 90- stopniowym ułożeniu nasze barki wysuwają się mocno do przodu. Dla wielu osób wykonanie tego ruchu bez nadmiernego naciągnięcia barków może być niemożliwe. Co za tym idzie, nasz ciężar ciała nie jest równomiernie rozłożony i może być to ogromnym wysiłkiem dla górnej części ciała. W szczególności jeśli jesteśmy np nowym uczniem i sporadycznie chodzimy na praktykę, lub jeśli jesteśmy bardzo ambitni i wykonujemy Chaturange milion razy w tygodniu. Więc jeśli Chaturanga z łokciami nad nadgarstkami tobie sluży, to super! Zapomnij o tym co przed chwilą przeczytałeś/łaś i praktykuj dalej =) Ale szanujmy też fakt, że każde ciało jest inne i że nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania, które byłoby dobre dla wszystkich. Ale jeśli odczuwasz ból lub duży dyskomfort przy wchodzeniu do Chaturangi w taki sposób, może jednak warto będzie pomyśleć o zmianie wzorców ruchowych. Pamiętajmy, że często sam ruch nie jest zły, potrzebujemy przecież się ruszać by nasze ciało było zdrowe. Problem może zacząć się dopiero wtedy, gdy powtarzamy ten ruch bardzo często, a nasze ciało jest przemęczone. Nie bój się spróbować czegoś nowego i poeksperymentować ze sposobem w jaki się poruszasz lub ustawiasz ciało, znajdź to, co działa dla ciebie najlepiej! (Możesz spróbować umieścić dłonie troszkę przed łokciami, bo to bardziej równomiernie wycentruje ciężar ciała a to spowoduje,  że obręcz barkowa nie będzie musiała tak bardzo się wysilać.) Wskazówka: Spróbuj nagrać swoją praktykę. Zadziwiające może być, że to, co podczas niej robimy może wyglądać zupełnie inaczej niż to, co nam się wydawało.  A nagranie nie kłamie =) Przytulać czy nie przytulać?  Przytulanie łokci do żeber jest kolejną komendą często używaną w świecie Chaturangi. Myśl przewodnia tego ma swój sens, ponieważ jeśli łokcie wystają za bardzo na bokach możemy destabilizować nasze barki. Aczkolwiek, jeśli z kolei za mocno przytulamy łokcie do boków (lub w niektórych przypadkach nawet się na nich…
Read more

Chaturanga Dandasana – myths & legends of “perfect” alignment

Chaturanga Dandasana is sometimes overlooked by teachers and students alike in fast moving Vinyasa type classes even though there’s usually MANY of them. Often there will be a short run-down at the beginning of the class and an option of doing it on the knees is presented if we don’t have the strength for the full expression. Of course NO ONE wants to be the only person modifying, so often students just push through it at the sake of misalignment and this may eventually lead to injury. I feel like these days we are all in a hurry, to get to the next activity or pose. We’re trying to get our flow and sweat on it’s hard to be mindful when we’re rushing. Also let’s not just assume that all yoga instructors are knowledgeable about bodies. Often they/we learn in a specific way and don’t question it’s validity but rather continue doing it exactly the same. So depending on who you ask or what tradition of Yoga you practice, you may be met with a different “ideal Chaturanga”, however it may not be the ideal for you and your body. In its full expression Chaturanga, aka staff pose, is quite difficult and requires a strong upper body and core. There are many things that can go wrong here, especially when you are tired and moving quickly though your vinyasa. Chaturanga isn’t know in the Yoga world as the “shoulder shredder” for no reason. If there’s no stability and right muscles aren’t firing, plus we are repeating this action 20/30 times a class, 3/4 times a week, the future of our shoulders isn’t looking too good. (I’m not writing this to scare you, I just know from experience and want to save you guys the trouble and pain of dealing with a rotator cuff injury, it’s really not fun!)  Don’t get me wrong here I’m not trying to say that Chaturanga as a pose is “bad” and that you should stop doing it.  There’s nothing wrong with the pose in and of itself, what is important here is HOW we MOVE in and out of the pose and if it’s right for OUR body. Taking into consideration our age, body type, body proportions, condition, potential injuries etc.  So are there any one size fits all alignment cues for a safe and happy Chaturanga? I say NO because EVERY BODY is different. We come into the practice with different body shapes, injuries etc so obviously our Chaturanga will also vary. One thing that doesn’t change however is the basic anatomy and biomechanics of the shoulder joint itself. The shoulder joint is is a ball and socket joint between the scapula and the humerus. It is also one of the most mobile joints in the human body, at the cost of joint stability. Which means it easily goes where we tell it too, but this often doesn’t end well in the long run.  The myth of the 90 degree elbow The elbow over wrist 90 degree angle cue defiantly makes Chaturanga more aesthetic but is it helping us to do Chaturanga with good form? Well in order to get the elbow over the wrist we first need to shift the weight of our body forward in plank and are faced with a problem, we lose the activation of Serratus Anterior while the Latissimos Dorsi muscles take over. The lats are huge back muscles butt are they are more of pelvic stabilizers. Not to mention they rotate the shoulder joint INTERNALLY, which is NOT what we want in Chaturanga as it rounds our upper back pointing the head of humorous bone down (top of the shoulder) putting too much pressure on the shoulder joint. The Serratus Anterior on the other hand, is the superstar of shoulder strength and stability, It holds up our rib cage like two big hands and it is responsible for the protraction (pulling shoulder blades apart) and  depression (shoulder blades going down) of the scapula, together which is responsible for the stability of the shoulder girdle. If the serious isn’t firing properly and we lose this important stability, the head of the arm bone may start to move around in its socket which can eventually lead to wear and tear of the joint.  So how do we activate it you may ask? Starting in plank, first actively push the mat away lifting your heart towards the ceiling, at the same time drawing your hands back towards your feet( as if you’re shutting a window). Then imagine the huge 9 fingered hands holding your ribs and suctioning your scapula onto your upper back. (You can first try this standing up right using a wall, it can be easier to get a feel for the movement at first)  Now let’s talk some physics. When our elbow is stacked over our wrist in a 90 degree angle we shift our shoulders way forward. For some people this can be too much to maintain without putting strain on the shoulders. In fact, too much weight is on one side of the center of gravity, it can be a lot for the upper body to hold. THis can be true especially if we are a new student, a weekend student, or an ambitious student doing a million Chaturanga in our practice. So if this 90 degree elbow angle works for your body, that’s great! Nevermind what you just read keep on practicing =) But let’s also recognise the fact that all our bodies are different and that there’s no one size fits all, so let’s not assume it will be good for everyone. That being said, if you feel major discomfort or pain while lowering into Chaturanga this way, you may want to rethink your movement pattern. Remember that most often the movement itself isn’t bad we need movement to keep our bodies healthy, but it’s the constant  repetition that can, especially when we’re tired, be an issue. SO don’t be scare to  try…
Read more

Online VS Real life – gdzie lepiej uczyć się Jogi?

Co do tego, czy nauczenie jogi przez internet jest korzystne, czy nie zdania są podzielone. Moim zdaniem odpowiedz na to jest rzeczą subiektywną, zależnie od doświadczeń i przekonań każdej osoby.  Zaczęłam moją przygodę z Jogą właśnie drogą internetu 5 lat temu, z niesamowitą joginką niedawno zmarłą Leslie Fightmaster (Fightmaster Yoga na YouTubehttps://www.youtube.com/user/lesleyfightmaster). Byłam w kiepskim stanie psychicznym i nie chciałam iść do studia bo bałam się oceny innych. Myślałam wtedy, że do ćwiczenia jogi trzeba być chudym i rozciągniętym (a obydwu rzeczy mi wtedy stanowczo brakowało). Myśle, że nie tylko ja zderzyłam się z tym problemem i pomimo, że teraz wiem że joga jest dla KAŻDEGO CIAŁA, może nie każdy czuje się komfortowo praktykując w towarzystwie innych i dla takich osób joga online jest zbawieniem.  Jedna z rzeczy, która pomogła mi utrzymywać regularną praktykę na początku były “wyzwania jogowe” na Instagramie (dzisiaj sama je też organizuję). Motywowały mnie by wejść na mate i spróbować czegoś nowego.W ten sposób oprócz nauki nowych asan także zdobyłam nową wiedzę, poznałam wspaniałych joginów z całego świata (niektórych też w IRL – ”in real life”), no i przede wszystkim był w tym element zabawy dzięki czemu czułam się jak dziecko na placu zabaw. Większość ssaków (w tym i ludzie) uczą się przez zabawę, podczas której nasze mózgi wydzielają hormon zwany dopaminą, która powoduje ze jesteśmy w lepszym nastroju i który pomaga nam w koncentracji, za czym idzie łatwiejsze i trwalsze przyswajanie informacji. Co powoduje że nasze mózgi się zmieniają i reorganizują, proces zwany neuroplastycznością.  Dobrym przykładem jest słynny fizyk Dr. Richard Feynman (zdobywca Nobla za rozwój elektrodynamiki kwantowej), który do końca swojego życia (oprócz bycia naukowcem) odkrywał nowe kreatywne pasje typu rysunek (oprócz swoich slynnych diagramów miał wystawę swojej sztuki), grał na bongosach i śpiewał w kąpeli oraz był znany jako “joker” który uwielbiał żartować i robić ludziom psikusy! I co to wszystko ma do jogi?, pewnie sobie myślisz. Czy ważne jest którą droga idziesz jeśli i tak dojdziesz w to same miejsce? Niektórzy z nas mają samodyscyplinę i potrafią sami praktykować w domowej ciszy, inni muszą pójść do szkoły jogi na prowadzone zajęcia, a jeszcze inni wolą uczyć się przez internet. Ja jestem eklektyczką i korzystam ze wszystkich metod, zarówno jako uczeń  jak i nauczyciel. Wydaję mi się że jest jest równie dobra szansa na to że spotkamy “złego nauczyciela” (cokolwiek to oznacza) na social mediach jak i w samej szkole jogi. I kim jest ten “zły nauczyciel” i co go charakteryzuje? Czy to jest ktoś kto skupią sie na swych asanach i usuwa całą “niepotrzeną” filozofie i duchowość z Jogi, zmieniając ją w zajęcia fitness lub stretching? Czy może to jest ktoś kto przez sztywne trzymanie się tradycji i ustawienia ciała w pozycjach (bo jest tą “jedyną wlasciwą niemylną metodą”) nie robi dochodzenia na temat biomechaniki i anatomii ciała i przez niewiedze robi krzywdę innym? Prawda chyba zawsze jest gdzie pośrodku, i jedna rzecz która wiem napewno.. to to że im więcej się uczę, rozumiem że tak naprawdę nie wiem nic =) Uważam że, tam gdzie znajduję się nasze ciało na poziomie fizycznym nie jest tak bardzo istotne jak to co się dzieję W ŠRODKU nas podczas naszej praktyki, to co czujemy i doświadczamy. Chciałabym tu doadać że w Filozofii Jogi nasze ciało fizyczne jest tylko jednym z pięciu innych Kosz, podobnie twierdzi Teoria Splątania Kwantowego, że jesteśmy o wiele bardziej połączeni ze sobą niż myślimy! Także róbmy to co daje nam spokój i szczęście w życiu, i pamiętajmy aby zawsze wsłuchiwać się do wewnątrz, bo to właśnie tam mieszka ten nauczyciel który wie co jest dla NAS najlepsze, nasze JA. 

Online VS Real life- which is better for learning Yoga?

To learn Yoga online, or not to learn? That is the question. The verdict isn’t in yet because the camp is divided. I think the answer isn’t as concrete as you may think, rather something quite subjective based on experiences and beliefs of each person. I actually started my Yoga journey online 5 years ago, with an incredible yogi, the late Leslie Fightmaster (Fightmaster Yoga on YouTubehttps://www.youtube.com/c/Fightmasteryoga/videos). At the time I wasn’t in the best place mentally and was scared to go to a studio because I didn’t want to be judged by others. Back then I thought that to practice Yoga you had to be really skinny and super flexible (both of which I lacked). I think I can safely say that I may not be alone in this experience and even though now I am conscious of the fact that Yoga is FOR EVERY BODY, maybe not everyone feels comfortable practicing in a room full of people and for people like them online the option to practice online is a blessing.  One of the things that really helped me keep a regular practice in the beginning was taking part in “yoga challenges” on Instagram (today I sometimes help organise them). It kept me motivated to get on my mat and try something new everyday. In result, not only did I learn new Yoga poses but I gained new insights, met some incredible yogis from all over the world (some of which I even met IRL “in real life”) and most importantly there was an element of play throughout which made me feel like a kid in the sandbox. Most mammals (humans included)  learn through play, during which our brains secrete a hormone called dopamine, which puts us in a better mood and helps us to concentrate.  In effect the learning process becomes easier and our brains literally remodel and rewire themselves, in other words neuroplasticity occurs. I good example of this was the famous physicist Dr. Richard Feynman (Nobel Prize in Physics for the marriage of quantum mechanics and the 19th century electromagnetic field theory), who had a passion for discovering and cultivating new creative hobbies throughout his life. He loved to draw and not only besides his famous diagrams, he even had his own art show of his drawings! He sang and played on the bongos in a band and was known to be somewhat of a “joker” by his friends, often playing tricks on them! You may be thinking what does all of this have to do with Yoga? Well, is it important which path you take if they all lead to the same destination? Some of us may have self discipline  and have no problem practicing at home by ourselves, while others need to go to a Yoga studio for a led class, and still others prefer online learning. I’m a pretty eclectic person myself and depending on the day and mood, I take advantage of all the methods, as a student and as a teacher. I think it is just as likely that we may run into a “bad yoga teacher” (whatever that may mean) on a social media platform just as at a Yoga studio. And now what exactly is this “bad yoga teacher” anyway? Is it someone who washes Yoga practice down to just asana turning it into fitness, devoid of it’s philosophy and spirituality? Or is it someone who by sticking to rigid alignment cues because they are “tradition”, doesn’t bother to learn the anatomy & biomechanics of our bodies therefore making it less safe? Is if possible to have both? In my opinion, the physical location of our bodies isn’t quite as important as what is actually going on INSIDE of us during practice. Here I’ll add that not only does Yoga philosophy state that our physical body is only ONE of 5 others Koshas, but also the Theory of Quantum Entanglement says that we are we may be WAY much more connected than we actually think! So in the end I think its important to do what brings us peace and happiness while remembering to listen to that voice deep within, because that’s where our best teacher resides, US.

en_USEnglish